Autor: Tomasz Rożek
-
Ilustracje: Marcin Wierzchowski
Wydawnictwo: Nauka. To Lubię
Data wydania: 22.04.2026
ISBN: 978-83-978059-6-5 -
Wydanie: papierowe
Oprawa: twarda
Format: 165 x 215 mm
Liczba stron: 304
Dlaczego wielkie firmy fałszują badania? Jak przez dekady podważano dowody na szkodliwość palenia? W jaki sposób dopuszczono do kryzysu opioidowego? „Władza, Pieniądze, Nauka” to reporterska analiza przypadków, w których interes finansowy, presja polityczna lub ideologia wypierały rzetelne dane naukowe.Autor przygląda się m.in. kulisom afery Dieselgate, strategiom przemysłu tytoniowego, czy też mechanizmom, które doprowadziły do jednej z największych katastrof zdrowotnych w historii USA. Książka pokazuje, jak łatwo manipulować opinią publiczną, gdy nauka staje się narzędziem w rękach silniejszych graczy.
To lektura dla czytelników zainteresowanych współczesną historią, mechanizmami władzy i relacją między biznesem a nauką. Książkę dopełniają sugestywne ilustracje Marcina Wierzchowskiego, które nie tylko wzbogacają narrację, ale także nadają jej wyrazisty, niepokojący klimat. Warstwa graficzna podkreśla wagę opisywanych wydarzeń i sprawia, że książka zyskuje dodatkową siłę oddziaływania.z opisu wydawcy
Nie jest to typowa książka popularnonaukowa, ale z pewnością jest to książka mądra – taka, której lektura powinna być obowiązkowa dla każdego z nas. „Władza, Pieniądze, Nauka” Tomasza Rożka to opowieść o tym, co dzieje się, gdy nauką zajmują się ludzie pozbawieni moralnych kwalifikacji.
To nie będzie typowa recenzja, więc przepraszam wszystkich rozczarowanych. O książce Rożka trudno bowiem mówić i pisać w standardowy sposób – i to nie tylko dlatego, że autor jest moim dobrym kolegą. Już sam wstęp stawia nas do pionu, ukazując niemal aksjomatyczną prawdę: nauka jest szalenie ważna. Jednak nauka oddana w ręce szaleńców, ideologów czy ludzi owładniętych chciwością – dodałbym jeszcze cyników i hipokrytów – może prowadzić do wielkich tragedii.
Kończąc lekturę książki Tomasza Rożka, przypomniałem sobie fragment przysięgi doktorskiej składanej podczas uroczystych promocji doktorskich na Uniwersytecie Jagiellońskim przez osoby, które obroniły swoje dysertacje i za chwilę odbiorą dyplom:
„Nadto zobowiązani jesteście przyrzec, iż rozwijać będziecie badania naukowe nie z żądzy zysku i nie dla próżnej chwały, ale w celu odkrywania i upowszechniania prawdy – największego skarbu ludzkości”.
Myślę o wszystkich ludziach przewijających się przez karty „Władzy, Pieniędzy, Nauki”, którzy – sami będąc naukowcami – sprzeniewierzyli się nauce i wypaczyli ją w imię zysku, sławy czy ideologii. O ludziach, których decyzje i życiowe wybory doprowadziły do śmierci milionów oraz do tysięcy ludzkich tragedii, których nie sposób oddać bezduszną statystyką.
Być może książka Rożka jest więc przestrogą dla tych, którzy patrzą na świat nauki bezrefleksyjnie, niemal z nabożną czcią, traktując ją jak religię. A przecież ten medal ma dwie strony.
Czytam tę książkę również jako przewodnik po współczesnym świecie. To opowieść o potrzebie racjonalnego i krytycznego myślenia, podważania tego, co budzi nasze wątpliwości, zadawania pytań i szukania odpowiedzi w sprawdzonych źródłach oraz u autorytetów w danej dziedzinie – pamiętając jednocześnie, że także autorytety mogą ulec wypaczeniu.
„Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie” – miał powiedzieć XIX-wieczny brytyjski historyk i myśliciel lord Acton. Być może podobnie jest z nauką: gdy uświadamiamy sobie skalę jej możliwości – budowę bomby atomowej, eugenikę czy łysenkizm – tylko ludzie naprawdę wielkiego formatu potrafią powiedzieć: „stop, tego zrobić nie możemy”.
Takich naukowców i badaczy potrzebujemy. Gotowych działać na rzecz dobra wspólnego – „w celu odkrywania i upowszechniania prawdy, największego skarbu ludzkości”.
Na samym końcu pochylam się jeszcze nad strukturą i formą książki. Jest napisana bardzo przejrzystym i prostym językiem. Trochę szkoda byłoby mi miejsca na część grafik zamieszczonych w tekście; z drugiej strony największe wrażenie robią infografiki nierzadko na całą stronę – z pewnością dla młodszych odbiorców będzie to duże ułatwienie i pomoc w trakcie lektury. Liczba przykładów, o których opowiada autor, też wydaje się adekwatna – pozwala to na utrzymanie dynamicznej narracji; poszczególne części są dobrze rozplanowane przez co nie ma się wrażenia, że temat x został potraktowany po macoszemu, a y jest ponad miarę rozbudowany.
