Autor: Stephen Dando-Collins
Tłumaczenie: Joanna Rumińska-Pietrzyk
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Data wydania: 12.08.2026
Liczba stron: 384
Autor recenzji: dr Kamil Kopij
Kiedy pierwszy raz natknąłem się na tytuł książki Stephena Dando-Collinsa, do głowy przyszło mi dokładnie to samo, co w „Autostopem przez Galaktykę” pomyślała spadająca doniczka z petuniami: O nie, znowu… . Kolejna książka, która parafrazuje bezmyślnie źródła starożytne i przedstawia Kaligulę jako psychopatę (ewentualnie jako osobę, która cierpiała na poważne zaburzenia psychiczne, do czego jeszcze wrócimy). Potem jednak w oczy rzuciła mi się okładka, na której portret cesarza okraszono charakterystyczną żółtą czupryną prezydenta Trumpa. Obraz ten zaintrygował mnie, wskazywał bowiem na możliwe interesujące porównanie dwóch bezsprzecznie barwnych postaci, które dzieli 2000 lat. Lektura zweryfikowała obie te impresje… w przypadku pierwszej, przynajmniej częściowo to dobrze. W przypadku drugiej, okazało się, że porównanie poszło nie w tę stronę, która wydawała mi się najbardziej kusząca. Według mnie bowiem to Trump może stanowić potencjalnie fascynujący klucz interpretacyjny dla postaci Kaliguli, nie odwrotnie, jak zrobił Dando-Collins.
Poza ostatnim rozdziałem, a więc porównaniem trzeciego cesarza rzymskiego do 45 (i 47) prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki, Kaligula to typowa biografia postaci starożytnej. Autor kreśli życie bohatera chronologicznie, idąc tropem źródeł antycznych. Z rzadka odwołuje się przy tym do współczesnych badaczy, którzy przedstawiają różne interpretacje wydarzeń przywoływanych przez autorów antycznych. W ogóle – niestety – nie decyduje się na krytykę samych źródeł. W efekcie trudno nawet – co jest zresztą zarzutem do wielu książek historycznych – uznać Kaligulę za książkę popularnonaukową. Historia nie jawi się tu bowiem jako nauka, która ma swoje rygorystyczne metody. To tylko opowiadanie historii, które interpretować można na różne sposoby. Choć autor pisze w duchu reinterpretacji wielu dziwnych zachowań Kaliguli opisanych w źródłach antycznych, nie wiemy, skąd takie odmienne wyjaśnienia w ogóle się biorą. A te – tyczy się to zresztą i wielu innych tzw. złych cesarzy – tworzone są w historiografii już od dawna. W rzeczywistości wynikają one z krytyki zachowanych dzieł starożytnych, czyli próby zrozumienia autorów, kontekstu, w którym pisali, ich punktów widzenia oraz źródeł, z których korzystali piszą. Utworów tych nie możemy bowiem rozumieć tak samo jak współczesnych traktatów naukowych (a i tu doskonale przecież wiemy, że współcześni historycy bywają stronniczy). To, kim byli autorzy, kiedy i w jakich okolicznościach pisali, może nam dużo powiedzieć o tym, dlaczego pewne wydarzenia i postacie mogły być opisane, a co ważniejsze zinterpretowane, tak a nie inaczej. I tu wraca analogia do Trumpa, która wydawała mi się oczywista. Zależy po jakie źródło informacji sięgniemy (i po której stronie politycznej barykady okopała się dana redakcja), raz ten sam fakt oceniony będzie jako genialne posunięcie, a raz jak działania szaleńca. A co, jeśli podobnie podejdziemy do źródeł antycznych. Czy dany autor miał jakiś interes, żeby obsmarować Kaligulę? Co, jeśli zachowały się tylko te bardziej negatywne biografie? Co, jeśli z jakiegoś powodu pozytywne nigdy nie istniały?
Warto zresztą dodać, że pomysł zestawienia Kaliguli z postacią współczesną nie jest nowy. Najsłynniejszy taki przypadek miał miejsce w 1894 r., kiedy niemiecki historyk Ludwig Quidde wydał książeczkę Caligula. Eine Studie über römischen Cäsarenwahnsinn (czyli Kaligula. Studium rzymskiego szaleństwa cesarskiego), która prócz biografii rzymskiego władcy, była równocześnie satyrą i krytyką panującego wówczas cesarza niemieckiego Wilhelma II i jego megalomanii. Publikacja ta stała się prawdziwym hitem, a autor trafił nawet na trzy miesiące do więzienia za obrazę majestatu. Jeśli podobny pomysł miał Dando-Collins, to wyszło mu zdecydowanie gorzej.
Dando-Collins stara się racjonalnie wytłumaczyć przynajmniej część decyzji i zachowań Kaliguli, choć ostatecznie stawia werdykt, że cesarz cierpiał zapewne na zaburzenie afektywne dwubiegunowe. Nie ląduje więc dużo dalej niż źródła, z których korzysta. Czy możliwe jest, żeby cesarz cierpiał na chorobę psychiczną? Pewnie, że tak, ale ciekawsze byłaby jednak próba pokazania, dlaczego autorzy starożytni pisali o nim tak, a nie inaczej. Zresztą historia lubi się powtarzać: początki rządów Nerona czy Kommodusa też są raczej wychwalane. Dopiero w pewnym momencie, mówiąc wprost, „odbija im”. Zaskakującą zbieżnością między tymi trzema cesarzami jest to, że „odlatują” w momencie, kiedy odsuwają ze swojego najbliższego kręgu doradców, którzy służyli wcześniej ich poprzednikom. Młody władca otoczony przez ludzi w – przynajmniej – średnim wieku. Biorąc pod uwagę, że choć zaintrygowana „młodymi geniuszami”, rzymska kultura ceniła sobie nade wszystko doświadczenie, które przychodzi z wiekiem. Według australijskiego historyka Paula Jarvisa, który obecnie pracuje na Ludwig-Maximilians-Universität w Monachium, stąd właśnie po serii tzw. dobrych cesarzy wzięła się zła prasa Kommodusa. Przynajmniej po części wynikała ona z tego, że postanowił wybić się na niezależność. Przez cały II wiek jego poprzednicy wstępowali na tron jako dojrzali 40-50-latkowie, którzy „wychowywali się” z osobami, które potem im doradzały, nie dziedziczyły ich po poprzednikach. Takie ramy interpretacyjne można by przyłożyć również do Kaliguli, czego Dando-Collins niestety nie robi. Symptomatyczne jest zresztą, że rewizji poddaje jedynie Kaligulę. Tyberiusza wprost nazywa pedofilem, natomiast o ojcu Kaliguli, Germaniku, pisze w samych superlatywach jakby był jakimś mitologicznym czy komiksowym herosem, a nie człowiekiem z krwi i kości.
Miejscami przyczepić można się tłumaczenia, choć do rzymskich generałów, paskudnej kalki z angielskiego, powinienem już przywyknąć, tak jest powszechna…
- Dla kogo jest ta książka?
Myślę, że książka skierowana jest przede wszystkim do osób, które nie miały do tej pory większego kontaktu z historią starożytną. Choć nie jest to ślepe podążanie za źródłami – w końcu autor częściowo rehabilituje Kaligulę – trudno tę książkę uznać za dobre popularnonaukowe opracowanie czy nawet biografię tego władcy. Z drugiej strony, nawet zła książka historyczna może zachęcić do dalszych poszukiwań. Gdyby nie taka kiepska biografia innego słynnego Rzymianina, może nigdy nie zostałbym archeologiem…
- Poziom trudności
★☆☆☆☆ – bardzo przystępna
Choć książce brakuje dobrego zarysowania tła przedstawionych wydarzeń, język jest prosty, a wszystkie trudniejsze terminy są przez autora wyjaśnione.
- Ile czasu zajmie przeczytanie tej książki?
Około tygodnia
Mnie się dłużyła, ale dla czytelnika, który do tej pory niewiele wiedział o Kaliguli, lektura może być wciągająca.
- Z jaką jedną myślą zostaniesz po lekturze?
Najbardziej zapadnie mi w pamięć porównanie Kaliguli z Trumpem, ale przede wszystkim poprzez zmarnowaną szansę autora.
- Najciekawszy cytat
J/w
- Najmocniejsze strony książki
- Przystępnie i barwnie napisana
- Autor nie podąża ślepo za źródłami
- Co mogłoby być lepsze?
Brak zarysowania choćby warsztatu historyka starożytnego i wskazania, w jaki sposób krytyka źródeł pozwala nam na ich reinterpretacje.
- Co najbardziej Cię zaskoczyło?
Myślałem, że będzie to bezrefleksyjne podążanie za źródłami, szczególnie Swetoniuszem.
- Trzy słowa o książce
- Zmarnowana szansa
- Czy warto kupić tę książkę?
Lepiej wypożyczyć
Dlaczego?
Nie sądzę, by miała być do książka, do której można wracać czy polecać (i pożyczać) ją znajomym.
- Jeśli zainteresowała cię ta książka, sięgnij również po…
–
- Ocena końcowa (1-10)
6
