Autor: Hahn Scott, Brandon McGinley
Wydawnictwo: Espirit
Data wydania: 2022
ISBN: 978-83-67742-11-5
Tłumaczenie: Dominika Krupińska
Konsultacja naukowa: —
Tytuł oryginału: It is right and just: why the future of civilization depends on true religion
Seria/cykl wydawniczy: —
Ten tekst przypomina splątany kłębek nici – można z niego wysnuć w zasadzie cokolwiek, zachowując przy tym pozory argumentacji. To agresywna, głęboko stanozjednoczeńcza myśl integrystyczno-katolicka (Scott Hahn jest znanym w USA konwertytą i apologetą katolickim, nie ewangelikiem, choć retoryka bywa zbliżona), podana z pewnością siebie, która nie zostawia miejsca na wątpliwości.
Teza główna jest jasna i podana wręcz agresywnie: religijność i sprawiedliwość są naszym ludzkim obowiązkiem, a skoro tak, to społeczeństwo ma prawo przymuszać jednostkę do religijności i cnoty. Autorzy piszą wprost, że „Sprawiedliwość Boga jest prerogatywą Kościoła” (s.58) oraz że „jesteśmy stworzeni, by zakładać cywilizacje” (s.163), a jedyną siłą napędową cywilizacji może być prawdziwa religia. Ludzie „nieobowiązkowi” grzeszą, indywidualizm jest grzechem – a całość funkcjonuje na czysto durkheimowskim rozumieniu religii – społeczeństwo czczące samo siebie, gdzie złamanie zasad współżycia (grzech) jest w gruncie rzeczy zagrożeniem dla spójności wspólnoty i podlega najsurowszym sankcjom, łącznie z wykluczeniem czy śmiercią – choć Durkheim nigdzie nie zostaje przywołany, co samo w sobie jest znamienne.
Argumentacja zbudowana jest niemal wyłącznie na kategorii „powinności” i „musu” – nawet zwierzęta mają w tym schemacie „powinność” bycia pokarmem dla człowieka. Książka osiąga tu szczyty mętności: piramidalne wywody, oparte na setkach niewypowiedzianych założeń, podawane są jako proste pewniki. Istnieje ponoć kosmiczny, hierarchiczny porządek rzeczy i tak po prostu ma być. Liberalizm jest w tej optyce zakamuflowaną religią, a właściwie bałwochwalstwem. Istnieje tylko jedna prawdziwa religia i – jak przekonują Autorzy – rozsądnie oraz sprawiedliwie jest się z tym po prostu pogodzić. Skoro religia jest zjawiskiem powszechnym, a prawdziwa jest tylko jedna, to konkluzja nasuwa się sama: prawo powinien stanowić Kościół, bo prawo wymusza moralność, a moralność to religia. Bez Chrystusa nie ma prawdziwej cywilizacji ani społeczeństwa – a cywilizacje upadały i upadają dlatego, że nie były chrześcijańskie. Głównym wrogiem naszej cywilizacji okazują się więc oświecenie i liberalizm, zaś w tle całej książki wyczuwalna jest melancholijna tęsknota za średniowieczem jako modelowym porządkiem opartym na rodzinie i klanie. Nawet twierdzenie, że nie było wojen religijnych, bo te, które były, były w gruncie rzeczy pozytywne, nie budzi u Autorów żadnego wahania.
Trzeba to powiedzieć wprost: ta książka jest straszna. To autorytaryzm najgorszego sortu, podszyty ślepym przekonaniem, że tylko myślący zgodnie z jej treścią stoją po stronie prawdy, a wszyscy pozostali są w błędzie i zasługują na przymus. To książka polityczna przebrana w religijne szatki, a nie odwrotnie. Znaczna część argumentacji wisi w powietrzu, jest niedopowiedziana i celowo niejasna – to klasyczny chwyt erystyczny, który ma sprawiać wrażenie głębi tam, gdzie jest tylko zasłona dymna.
Nie potrafię tej książki nikomu polecić – wręcz przeciwnie, ostrzegam przed nią, zwłaszcza czytelnika, który nie ma nawyku rozbierania tekstu na czynniki pierwsze i wyłapywania ukrytych założeń pod pozorem oczywistości. Na pewno jest to książka skrajnie niezgodna z duchem Ewangelii.
Ocena ogólna: 0/5 ODRADZAM!
