Autor: Joanna Orzeł
-
Wydawnictwo: Port
Data wydania: 2025
ISBN: 978-83-68380-05-7
-
Wydanie: papierowe
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 145×205 mm
Liczba stron: 336
Rzeczpospolita od morza do morza. Spichlerz Europy. Husaria. Szlacheckie przywileje. Anarchia. Konstytucja 3 maja. Rozbiory. Historia Rzeczypospolitej Obojga Narodów pełna jest mitów i klisz. Dzięki tej książce poznasz uroki i trudy życia szlachcica-Sarmaty.
Rzeczpospolita Obojga Narodów to z jednej strony ogromne i silne państwo powstrzymujące muzułmanów pod Wiedniem, a z drugiej kraj pogrążony w kryzysie, który znika z mapy na 123 lata. To miejsce niezwykłej tolerancji religijnej, a jednocześnie ksenofobii i megalomanii. Z politycznie konserwatywną szlachtą i próbami reformy państwa.
Rosnące w XVI wieku w siłę państwo polsko-litewskie potrzebowało wielkiej opowieści sięgającej starożytności, dzięki której dorówna krajom zachodnioeuropejskim. Mit sarmacki mógł spełnić to zadanie. Z pomocą przyszedł Jan Długosz, który — korzystając z mapy starożytnego uczonego z Aleksandrii — połączył dwa mity: Sarmatów i Lecha. Z czasem sarmatyzm stał się obowiązującą ideologią kraju.
W literaturze, sztuce i przestrzeni publicznej szlachta jest albo idealizowana (zwykle przedstawiana jako honorowi rycerze bez skazy) albo demonizowana (pyszni opoje i awanturnicy utożsamiający wszystkie siedem grzechów głównych naraz). Jak jednak wyglądała rzeczywistość szlachty Rzeczypospolitej? Skąd wzięły się obowiązujące mity? Jak kształcili się Sarmaci? Co jedli w szlacheckich folwarkach? Dlaczego strój szlachecki stał się synonimem polskości? I czy faktycznie trzema najczęstszymi przyczynami zgonów polskich szlachciców były Bóg, Honor, Ojczyzna?
z opisu wydawcy
W ostatnich latach w polskiej przestrzeni publicznej obserwujemy wyraźny powrót do tematyki dawnej Rzeczypospolitej. Najpierw nadeszła fala popularności tzw. ludowej historii, wywołująca ożywioną dyskusję o losach chłopstwa, a tuż za nią w mainstreamie zaczęły coraz mocniej przebijać się treści dotyczące codzienności samej szlachty. Ukoronowaniem tego trendu stał się bez wątpienia netflixowy serial „1670”, którego trzeci sezon właśnie się ukazał – choć warto pamiętać, że to przecież nie jest fabularyzowany dokument, a raczej kostiumowa satyra, używająca XVII-wiecznej scenografii do komentowania jak najbardziej współczesnych przywar. W ten rozgrzany popkulturowo temat świetnie wpisuje się książka Joanny Orzeł „My, Sarmaci”, która proponuje czytelnikowi spojrzenie z dystansu, mocno osadzone w źródłach epoki.
Głównym założeniem autorki jest konfrontacja tego, jak o szlachcie myślimy dzisiaj – często przez pryzmat uproszczonej wiedzy ze szkoły, czy klisz kulturowych – z tym, jak szlachta widziała sama siebie i co na ten temat mówią dokumenty. Mógłbym nazwać ten proces „odbrązawianiem”, ale to słowo często kojarzy się z demaskatorskim zacięciem, zjadliwym wyśmiewaniem czy pisaniem na przekór. U Orzeł tego nie ma. Rozprawianie się z mitami jest tu raczej naturalnym efektem ubocznym rzetelnego przedstawienia faktów, a nie celem samym w sobie.
Książka ma świetnie rozplanowaną i szeroką tematykę. Przechodzimy przez legendy założycielskie Polski i Litwy, system edukacji, gospodarkę folwarczną, rolę miast, religijność, a także ówczesny ideał męskości. Prawdziwą perełką okazuje się rozdział poświęcony temu, jak I Rzeczpospolitą widzieli obcokrajowcy i cudzoziemscy dyplomaci. Zrozumiałe jest, że żaden z tych wątków nie doczekał się wielotomowej monografii, ale autorka postawiła na wzorową kondensację treści. Daje nam wystarczająco dużo mięsa, byśmy po lekturze nie mieli poczucia niedosytu czy potraktowania czegokolwiek po macoszemu. To rozprawa niezwykle konkretna, w której autorka przedkłada merytoryczną treść nad zbędne, kwieciste ozdobniki.
Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, do kogo ta pozycja jest skierowana. Osoby, które na co dzień pasjonują się historią Polski i regularnie sięgają po literaturę naukową z tego okresu, raczej nie znajdą w książce Joanny Orzeł przełomowych odkryć czy rewolucyjnych tez. Ze względu na swój popularyzatorski charakter, praca nie ustrzegła się też pewnych skrótów myślowych i uogólnień, które – jak sądzę – u bardziej ortodoksyjnych historyków mogą wywołać lekkie uniesienie brwi.
„My, Sarmaci” to bardzo udana, uporządkowana i potrzebna pozycja w kategorii literatury popularnonaukowej. Jeśli szukasz rzetelnego, pozbawionego ideologicznego zacięcia wprowadzenia do świata szlacheckiego, napisanego zwięźle i na temat – jest to książka, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Idealna lektura na rozpoczęcie przygody z prawdziwą historią Rzeczypospolitej sarmackiej.
