|

Czy smok wawelski był człowiekiem? Historia polskich legend

Baner z okładką książki Czy smok Wawelski był człowiekiem

Autor: Andrzej Zieliński

  • Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza RYTM
    Data wydania: 2016
    ISBN: 9788373996748
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: miękka
    Format: 148 x 208 mm
    Liczba stron: 208
Kogo zjadły myszy? Kto wymyślił Lecha? Czy Wanda popełniła samobójstwo? Czy smok wawelski był mężczyzną? Wreszcie – jak te mity wyglądały naprawdę? Próbę odpowiedzi na te pytania znajdziecie w tej książce.

Autor sięgnął do najstarszych zagranicznych kronik i pokazuje, że to, co uznaliśmy za nasze legendy, wydarzyło się wcześniej w innych krajach.z opisu wydawcy

Cel tej pracy jest być może szlachetny, ale realizacja fatalna. Od pierwszych zdań zostajemy skonfrontowani z nadmiernie uproszczoną wersją archeologii i historii. Żadnym usprawiedliwieniem nie jest ani zamierzone popularyzatorstwo tej pracy, ani jej mariaż z legendami. Pierwszego rozdziału nie można przeczytać spokojnie, gdy cisną się na usta zasadnicze pytania: co to są te wszystkie ludy „pra…” (s. 20)???? Prasłowianie, Praweletowie, Pratrakowie… Towarzyszą temu nie wiadomo skąd wzięte datowania. Na przykład „epoka kultury łużyckiej” to …. 1200 p.n.e. Co to ma znaczyć?!? Pomijając fakt, że nie ma w literaturze naukowej czegoś takiego jak „epoka kultury łużyckiej”, to okres rozwoju tej kultury datowany jest na ok. 1350/1300-500/400 BC. Po absolutnie nieprawdziwej informacji, jakoby w tym czasie tereny Polski zamieszkiwali: „Pratrakowie, Germanie, Celtowie, Goci i Ilirowie” (s. 20) następuje równie błędny opis bardzo skądinąd ciekawego, ale niezwykłe złożonego epizodu w historii Europy, jakim był tzw. „okres wędrówek ludów”.

Rozdział drugi przedstawiający historię pojęcia „Sarmatów” jest ukojeniem skołatanych nerwów naukowca. Zdecydowanie naprawia wrażenie po rozdziale pierwszym.

Ogólnie należy powiedzieć, że podstawowym grzechem tej publikacji jest uproszczenie wielu zagadnień, które niestety często prowadzi do fatalnego spłycenia poruszanych kwestii. Autor pisze o ciekawych problemach i zadaje równie ciekawe pytania. Jest w pełni zrozumiałe i konieczne, aby praca popularyzatorska była w miarę prosta. Nie da się w takowej uniknąć, a wręcz konieczne jest dokonywanie skrótów czy pomijanie pewnych pobocznych wątków naukowych dysput. Niemniej przez całą lekturę Czy smok wawelski był człowiekiem? towarzyszyło mi wrażenie (proszę wybaczyć) łopatologicznego udzielania odpowiedzi na pytania, które są nieraz bardzo problematyczne i wymagają zniuansowanego opisu. W efekcie otrzymujemy niestety pracę bardzo naiwną, niepogłębioną, a miejscami nawet niemądrą. Autor w ferworze argumentacji zapędza się czasem za daleko, jak na przykład na s. 188 twierdząc „papież, jak wiadomo, jest nieomylny”. Tekst dotyczy w tym miejscu wieku XIII i spraw politycznych. Wiadomo zaś, że dogmat o nieomylności papieża pojawia się w wieku XIX i dotyczy ściśle określonych spraw doktrynalnych.

Krótko i brutalnie mówiąc, o krakowskich kopcach w typie kopca Kraka Autor napisał bzdury (s.87). Nie ma żadnych dowodów na istnienie w nich awarskich pochówków – nie znaleziono takich. W Kopcu Kraka nie znaleziono „awarskich ozdób i fragmentów uprzęży” (s. 87) tylko jedno okucie i to prawdopodobnie znajdujące się na tzw. złożu wtórnym (czyli nie zostało tam zdeponowane celowo). Podobnych kopców na terenie dzisiejszej dzielnicy Podgórze było wiele (dziś są one w większości zniszczone) i można podejrzewać, że było to cmentarzysko kurhanowe z tzw. okresu plemiennego (czyli słowiańskie). Równie wielką nieprawdą jest, że we wszystkich kurhanach na terenie Małopolski natrafiono „na ślady mogiły jakiegoś dostojnika z VII lub VIII wieku”. Proszę wskazać jeden taki? Jakie to były badania? Takich błędów nie sposób wybaczyć i one pospołu z fatalnym rozdziałem pierwszym dyskwalifikują tę książkę, nawet jeśli jej cel był dobry albo ciekawy.

Konstatacja ta jest tym boleśniejsza, że Autor często powołuje się na badania i prace archeologiczne. Wygląda jednak na to, że albo nie rozumie konkluzji czytanych tekstów, albo postanawia je przemilczeć. Dotyczy to chociażby cytowanej przez niego, bardzo ważnej i ciekawej pracy J. Banaszkiewicza dotyczącej tzw. legend dynastycznych z okresu wczesnego średniowiecza.

W książce w ogóle brak odniesień do literatury. Czasem nie bardzo wiadomo, co wynika z ustaleń naukowych, co z kronik (czyli tekstów źródłowych), a co jest dopowiedzeniem samego Zielińskiego. Jest tak na przykład z rozważaniami na temat genealogii Piastów (s. 150 i n.) albo jeszcze bardziej z dywagacjami na temat religii Słowian (s. 170 i n.).

Uważam, że bardzo nie na miejscu jest uwaga na s. 95. Autor pozwala sobie (jak rozumiem) zażartować, że kiedy władzę w Niemczech sprawuje Angela Merkel, to „spełnia się współcześnie” klątwa odrzuconego przez Wandę i porzuconego przez swoją drużynę księcia Rytygiera, aby Niemcy „gnuśnieli pod rządami niewieścimi”.

Czy na pewno znany krakowski rzeźbiarz to Bronisław Chroma (s. 86)? Z drobniejszych potknięć: na s. 185 chodzi chyba o holofaga, czyli całożercę, a nie „olofaga”. Skoro poruszamy się w sferze legend, to nie można napisać, że po zabitym smoku nigdy nie znaleziono „najmniejszego śladu”. Skąd w takim razie wiszące nad wejściem do Katedry Wawelskiej kości?

Odradzam tę lekturę czy zakup.

 

Zobacz inne książki