Autor: John Urry
-
Tytuł oryginału: The turist gaze. 2002
Tłumaczenie: Alina Szulżycka
Wydawnictwo: PWN
Data wydania: 2007
ISBN: 978-83-01-15051-8
-
Wydanie: papierowe
Oprawa: miękka
Format: 145 x 205 mm
Liczba stron: 280
Czym jest podróż dla współczesnego człowieka?
Jak turystyka zmienia historię miejsc i obraz przyrody?
Dlaczego muzea coraz bardziej przypominają sklepy, a sklepy – muzea?Turystyka i podróżowanie to niezwykle atrakcyjne pole do analiz socjologicznych. Klasyczna już praca Johna Urry’ego, profesora socjologii Uniwersytetu w Lancaster, o społecznej roli turystyki we współczesnym świecie przedstawia fenomen podróżowania w szerokim kontekście zmian ekonomicznych, społecznych i kulturowych. Przedmiotem analizy jest tu nie tyle rozwój sektora usług turystycznych, ile specyfika postmodernistycznych atrakcji turystycznych, stylizowanie historii i otoczenia, przemiana wizualnego (ale także cielesnego) doświadczenia turystycznego, zwłaszcza w dobie globalizacji. Okazuje się, że zarówno włóczędzy, jak i kosmopolityczni seksturyści wpisują się w niejednoznaczny świat masowej postturystyki.z opisu wydawcy
Wakacje, urlop, czas wolny. Przyjęło się uważać, że ustawowo wolne miesiące roku najbardziej sprzyjają wcieleniu tych pojęć w życie. Jednak przyznajmy, że staramy się, aby takie okresy trwały dłużej, albo celowo planujemy nasze wyjazdy tak, aby spotkać jak najmniej innych urlopowiczów. Dzieje się to szczególnie wtedy, gdy z leniucha chcemy przeistoczyć się w turystę. Tych zaś, jak się okazuje jest bardzo wiele gatunków: ekstremalni, etniczni, ascetyczni, bocznych dróg, natury, kultury, seksu, leniwi…
John Urry nie tylko zauważa te wszystkie odmiany, ale też analizuje takie osoby. Stara się wcielić w nie, aby spojrzeć i opisać, jak, na co i dlaczego spogląda każdy turysta. Brzmi to może trochę skomplikowanie i rzeczywiście książka jest momentami trudna w odbiorze (naukowa). Przyznam jednak, że poczułem się zaintrygowany i przeczytałem ją do końca.
Proponowałem tutaj kiedyś inną bardzo ciekawą książkę – „Zew wędrówki”. O ile jednak tamta jest inspirującym spojrzeniem na historię chodzenia i turystyki, to u Urry’ego nacisk położony jest na teorię, socjologię turyzmu. Wbrew pozorom nie jest to jednak nudne. Wręcz przeciwnie, bardzo ciekawie jest podjąć refleksję proponowaną przez Autora nad głębszymi motywacjami stojącymi za sposobem, w który spędzamy wolny czas i podróżujemy. Narodzinom turystyki masowej poświęcony jest niewielki fragment na początku. Potem jednak szeroka analiza tzw. „atrakcji turystycznych” dosadnie pokazuje czytelnikowi jak bardzo to, co podróżując widzimy i miejsca do których docieramy stały się dziś towarem. „Zabawne” jest zdać sobie sprawę jak niewiele „oryginalności” jest w wielu ofertach dla ludzi uważających się za „prawdziwych podróżników” czy backpackersów. Ciekawie jest zdać sobie sprawę z tego, że obecnie probierzem autentyczności (nazywanej często egzotycznością) stał się właśnie turysta. To ten obcy, przybywający z bagażem własnych wyobrażeń już wie, co chce zobaczyć. To on w konsekwencji decyduje jak wygląda sprzedawany jemu samemu i innym „mniej doświadczonym” turystom towar.
Ponieważ turystyka, a szczególnie tzw. destynacje turystyczne są na sprzedaż, to zupełnie nie dziwi, że również ta sfera życia została skolonizowana przez celebrytów. Mamy takich i w Polsce, o czym bardzo interesująco pisze M.F. Gawrycki w książce „Podglądając Innego. Polscy trawelebryci w Ameryce Łacińskiej”, zjadliwie obnażającej ikony polskiej literatury podróżniczej (jest na MK jej omówienie – link do recenzji). Niektóre z nich opisują swoje doświadczenia dokładnie tak: „było za mało egzotycznie” i uważają się nie za turystów, a za podróżujących antropologów (czyli za „wyższą kastę”).
Rzeczywistość, do której zmierzają turyści ulega przekształceniu w odpowiedzi na oczekiwania tych właśnie turystów, czyli kupujących. Tak zmieniły się Alpy w XIX wieku w związku z oczekiwaniami stereotypowego brytyjskiego dżentelmena, członka Alpin Clubu i tak zmieniały się inne regiony świata w wieku XX. Nieskromnie dodam, że sam doświadczyłem działania tego mechanizmu. Słuchając kiedyś pewnego „aktywnego”, czy „świadomego” turysty usłyszałem, że w miejscu do którego chciałby pojechać nie ma jednak tego, co oczekuje, nie ma infrastruktury, nie ma tego, do czego jest przyzwyczajony, a w ogóle to jest za drogo, zbyt męcząco i za daleko. Krótko mówiąc, gdyby proponowany obszar przystosował się do stawianych wymagań, to stałby się wart odwiedzenia jako kolejna „prawdziwie egzotyczna” destynacja. Rodzi się w nas zatem pytanie stawiane przez Autora, czy i jak w ogóle istnieje oryginalność, autentyczność, egzotyka? Co te pojęcia znaczą i czy są możliwe do doświadczenia?
Takich prac, jak książka Urry’ego, jest oczywiście więcej, ale może warto wrócić do tej, uznawanej dziś za klasyczną, wydanej po angielsku ponad 20 lat temu. Na pewno poznamy się sami trochę bardziej. Może pozwoli nam ta lektura zrozumieć, co w istocie robimy i dlaczego. Jednym z większych atutów Spojrzenia turysty będzie wytrącenie nas z samozadowolenia. Autor pokazuje, jak bardzo jesteśmy warunkowani w naszym spędzaniu wolnego czasu, w wyborach celu i sposobu podróżowania. Jak dalecy jesteśmy od samodzielności i wolności, jednocześnie działając w przekonaniu o własnej oryginalności i niemal wyższości nad innymi.
Każdy z nas chce doznać czegoś wyjątkowego podczas urlopu. Chce być w miejscu wyjątkowym, pustym, dziewiczym, tylko dla niego. To tzw. „romantyczna odmiana doświadczenia turystycznego”. Może lektura trochę nas oprzytomni.
Poziom edytorski książki jest ascetyczny, ale akceptowalny. Nawet tak szacowne wydawnictwo jak PWN nie ustrzegło się literówki – na s. 44 zdarzył się błąd w datach: dwukrotnie jest 1940 i 1944 zamiast 1840 i 1844.
