My, człowiekowate

My, człowiekowate

Autor: Frank Westerman

  • Tłumaczenie: Olga Niziołek
    Tytuł oryginalny: Wij, de mens
    Wydawnictwo: Wydawnictwo Agora
    Data wydania: 2022
    ISBN: 9788326838484
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 352
Frank Westerman – pisarz, dziennikarz, korespondent zagraniczny, fotoreporter. Pracował m.in. w byłej Jugosławii i w Rosji. Był jednym z dwóch holenderskich dziennikarzy, którzy dotarli do mieszkańców Srebrenicy po masakrze w 1995 roku. Jego książki nominowano do wielu nagród (Nagrody Literackiej Generale Bank, Nagrody Złotej Sowy, Nagrody Lou de Jonga w kategorii historii współczesnej, Nagrody Boba den Uyla i Nagrody Literackiej AKO). W Polsce ukazały się dotąd dwie książki Westermana Inżynierowie dusz i Ararat (nominowany do Nagrody im. R. Kapuścińskiego za Reportaż Literacki).o autorze

Reporter, który wyrusza bez uprzednich założeń, wróci bez wątpienia z nieoczekiwanym odkryciem. Tymi słowami, które padają mniej więcej w połowie tekstu, Frank Westerman mógłby swoją książkę rozpocząć. Mogłyby stać się nawet jej mottem. Świetnie oddają bowiem filozofię, która przyświecała znanemu holenderskiemu dziennikarzowi i reporterowi, gdy pisał My, człowiekowate. Uświadamiają też potencjalnemu czytelnikowi, z jakiego rodzaju dziełem mają do czynienia. My, człowiekowate to książka, którą bez wahania określić można „jedyną w swoim rodzaju”. W żadnym razie nie jest to typowa książka popularnonaukowa. Warto przestrzec przed tym wszystkich, którzy przyzwyczajeni są do typowej dla takich tekstów narracji. My, człowiekowate to reportaż. Reportaż, który zawiera sporą dawkę faktograficznej wiedzy, ale też dużo błądzenia i dygresji. Cytując inny passus książki świetnie oddający jej ducha: Reportaż, podobnie jak ruletka, opiera się na przypadkowości. Znajdowanie tego, czego się nie szukało – zdolność dokonywania przypadkowych odkryć – może odsłonić niespodziewane skarby. W istocie bowiem My, człowiekowate, to misternie utkana mieszanka wyników badań naukowych, reportażu, osobistych anegdot autora, jego filozoficznych spostrzeżeń, wywiadów, ale i szczypta historii oraz pracy detektywistycznej.

Książka składa się tak naprawdę z dwóch zazębiających się wątków, które prowadzone są przez pewien czas równolegle: odkrywaniu śladów hominidów w Azji południowo-wschodniej (czego pionierami byli przede wszystkim rodacy autora) oraz odkrywaniu sekretów pisania reportażu. Sam podążając za interesującymi go tropami Westerman opowiada bowiem również o tym, jak pracował ze studentami Uniwersytetu w Lejdzie, których uczył sztuki reportażu. Z początku wydawać by się mogło, że My, człowiekowate to prosta opowieść o historii antropologii fizycznej i holenderskiego w nią wkładu. Szybko przekonujemy się jednak, że Westerman wchodząc coraz głębiej w temat, przedziera się przez kolejne warstwy nie tylko samych odkryć, ale ludzkiego ich wymiaru. I chodzi tu nie tylko o zrozumienie, co to znaczy być człowiekiem, co zdaje się być kolejną przewodnią myślą książki. Westerman chce zrozumieć również badaczy, ich pasje i motywacje. Nie stroni przy tym od zagłębiania się w ciemne strony uprawiania nauki: nieuczciwość, zawiść czy personalne konflikty, które rzutują na działalność naukową. Autor nie stroni też od własnych ocen czy opinii, z których część może się wydawać naiwna, szczególnie dla kogoś, kto doskonale sobie zdaje sprawę, jak badania nad przeszłością – również początkami człowieka – wykorzystywane są politycznie. Niemniej warto docenić szczerość Westermana i autentyczne zdziwienie nowicjusza, które przebija z kart jego książki.

Jako że My, człowiekowate skupia się na paleoantropologicznych odkryciach w Azji południowo-wschodniej, w cień odsuwając Afrykę, a w blasku reflektorów stawia Homo erectusa, a przede wszystkim Hobbita z Flores (Homo floresensis), a w mniejszym stopniu również Neandertalczyka. Książkę czytało mi się świetnie. Była bowiem dla mnie miłą odmianą po „sztampowych” pozycjach popularnonaukowych, które podążają za określonym typem narracji. Jej metapoziom bardzo mnie wciągnął, ale zdaję sobie sprawę, że opowieść Westermana nie wszystkim przypadnie do gustu. Niektórzy może nawet uznają ją za nieco chaotyczną, a na pewno mało sfokusowaną. Książka pozbawiona jest przypisów czy bibliografii, ale autor przygotował obszerny esej bibliograficzny, wskazując najważniejsze publikacje, z których korzystał. Każdy, kto będzie chciał dalej podążyć za którymś z poruszanych tropów, będzie więc wiedział, gdzie zacząć.

Jeśli poszukiwanie istoty człowieka coś mi uświadomiły, to fakt, że jesteśmy skazani na ciągłe rewidowanie tego, co uznajemy za wiedzę. Rzeczywistość może wydawać się spójna wyłącznie dzięki fikcji – i tylko na jakiś czas (…). To właśnie skreślenie jako figura stylistyczna jest tym, co wyróżnia nas jako gatunek. Wersja ostateczna nie istnieje. Warto o tym pamiętać.

Kategorie wiekowe: ,
Wydawnictwo:
Format: ,
Wartość merytoryczna
Poziom edytorski
Atrakcyjność treści
OCENA
Wszystkich, którzy szukają jedynie książki popularnonaukowej, należy przestrzec: „My, człowiekowate” to reportaż. Dla wszystkich, którzy zdają sobie z tego sprawę, dzieło to będzie wspaniałą podróżą nie tylko w przeszłość, ale i w głąb siebie.

Autor

Z wykształcenia archeolog klasyczny. Z natury miłośnik nauki i literatury popularnonaukowej (szczególnie biologicznej i fizycznej). Z potrzeby człowiek zainteresowany kwestiami edukacji oraz upowszechniania nauki. Współautor raportu "Dydaktyka cyfrowa epoki smartfona. Analiza cyfrowych aspektów dydaktyki gimnazjum i szkoły średniej"
Google+