Autor: Robert M. Sapolsky
Wydawnictwo: PWN
Data wydania: 2012
ISBN: 83-05-13306-0
Tłumaczenie: Małgorzata Guzowska-Dąbrowska
Konsultacja naukowa: —
Tytuł oryginału: nie podano
Tytuł tytułem – to zresztą tytuł jednego z esejów i najwyraźniej ma pełnić funkcję zanęty – ale treść zdecydowanie poza niego wykracza, i wychodzi to jej na dobre. Książka jest zbiorem esejów o zachowaniu i behawiorze, pisanych luźną narracją, w których Sapolsky „idzie po swoich” zainteresowaniach. A te są bardzo rozległe, co ma swoją cenę: całość jest tematycznie trochę zanadto „rozstrzelona”. Widać jednak przy tym szerokie horyzonty Autora – chętnie nawiązuje choćby do Kafki, i robi to sensownie.
Sapolsky, deklaruje się jako racjonalista. Nie przeszkadza to jednak poświęcaniu uwagi także religii i religijności, szczególnie w kontekście psychiatrii i psychologii. Prowadzi to Autora do zaskakująco osobistych konkluzji. Zajmujące, choć nie do końca zgodne z moim patrzeniem na te sprawy są też choćby rozważania o śmierci, gdzie przywołuje myśl Petera Baume’a.
Jest w tej pracy wiele interesujących wątków. Na przykład popularny mit, który Sapolsky konsekwentnie obala, że osobnik „działa” dla dobra gatunku. Ciekawie robi się też tam, gdzie Autor porusza się w obrębie własnej specjalności, czyli endokrynologii, oraz kiedy opisuje spory i wzajemne wyśmiewanie się badaczy – to smaczki, których w tego typu literaturze nie zawsze się znajduje.
Szczególnie wart odnotowania jest też esej dotyczący między innymi sekcji zwłok w ujęciu historycznym (s.108 i n.). Autor pisze tam nie tylko o procederach handlu ciałami, ale też o konkretnych błędach w anatomii opisowej człowieka, które wynikały z nadreprezentacji osób ubogich w prosektoriach. Konkretnie chodzi o to, że błędnie opisywana i rozumiana budowa oraz funkcjonowanie ludzkich nadnerczy miały realny wpływ na leczenie raka tarczycy – to dobry przykład na to, jak socjologia nauki potrafi rzutować na medycynę praktyczną.
Do tłumaczenia mam jednak zastrzeżenia. Miejscami jest ono zaskakująco „mamine”, w stylu „czytelniczku kochany, mamusia powie ci o trudnych słówkach wszystko” – co w książce naukowej razi infantylizmem. Do tego dochodzi częste lokowanie produktu w postaci innych książek wydawnictwa PWN, przemycane w przypisach przez tłumaczkę i redaktorkę – zabieg mało elegancki.
Ostatecznie ta książka jest dla mnie zbyt dziennikarska i nie do końca do mnie przemówiła. Do tego wszystko jest bardzo osadzone w kontekstach stanozjednoczeńczych, co może przeszkadzać czytelnikowi spoza USA, nieobeznanemu z tamtejszymi realiami (lub mającemu zgoła inne doświadczenie życiowe).
Mimo tej krytyki nie sposób odmówić książce ciekawych tematów i intelektualnej odwagi. To pozycja nierówna, ale warta przejrzenia, zwłaszcza dla czytelnika zainteresowanego pograniczem biologii, medycyny i zachowań ludzkich.
Ocena ogólna: 3,5/5
