Inteligencja w wiekach średnich

Autor: Jacques Le Goff

  • Tłumaczenie: Eligia Bąkowska
    Tytuł oryginału: Les intellectuels au Moyen Âge
    Wydawnictwo: Bellona/Oficyna Wydawnicza Volumen
    Data wydania: 1997
    ISBN 83-86857-30-7
  • Wydanie: papierowe
    Oprawa: twarda
    Liczba stron: 156

Taniec śmierci, pod koniec średniowiecza porywający różne „stany” ku nicości, w której lubuje się wrażliwość schyłkowej epoki, pociąga często (obok królów, szlachty, duchownych, mieszczan, chłopów) i kleryka, którego nie zawsze można zaliczyć do mnichów i księży. Ów kleryk należy do rodziny, którą wydał średniowieczny Zachód: do inteligencji (…). Środowisko to pojawia się we wczesnym średniowieczu, krzewi się w miejskich szkołach wieku XII, od XIII wieku rozkwita na uniwersytetach. Oznacza tych, których zawodem jest myślenie i przekazywanie swojej myśli. To łączenie własnych rozmyślań z ich rozpowszechnianiem w formie nauczania jest cechą charakterystyczną intelektualisty. Na pewno przed epoką nam współczesną środowisko to nie było nigdy tak jasno określone i tak świadome swojej odrębności, jak w wiekach średnich.

informacja wydawcy

Odnoszę wrażenie, że niewiele osób zapytanych o korzenie inteligencji (rozumianej jako określona grupa społeczno-zawodowa) wskazałaby na średniowiecze. Wynika to z reprodukowanej w szkołach i kulturze popularnej wizji tej nader niejednorodnej epoki jako lat dominacji brudu, ciemnoty i brutalności. Z jednej strony takie inspiracje może generować „Imię róży” nieodżałowanego Umberto Eco, a z drugiej komedia „Goście, goście” z Christianem Clavierem i Jeanem Reno w rolach głównych, nie wspominając już o całej masie pozostałych twórców (i ich dzieł), którzy w różnych formach wyrażali rozczarowanie, a czasem wręcz obrzydzenie wiekami średnimi. W świecie nauki ten negatywny obraz padł pod celnymi ciosami wymierzonymi przez reprezentantów tzw. szkoły Annales, spośród których część stała się pionierami podówczas nowego nurtu, jakim była historia mentalności. Jej czołowym przedstawicielem był zmarły niedawno (2014 r.) Jacques Le Goff, którego znaczenia dla rozwoju mediewistyki z całą pewnością nie trzeba przedstawiać. Dość powiedzieć, że w niektórych państwach stosuje się podział regałów z literaturą historyczną na kategorie: starożytność, średniowiecze, Le Goff, Renesans…

Francuski badacz rozpoczął narrację od zdefiniowania pojęcia „intelektualista”, które w języku potocznym jest używane tyleż często, co niejednorodnie. Wskazał również ramy chronologiczne swoich rozważań, rozpoczynając od XII w. i łącząc go bezpośrednio z aktywnością Piotra Abelarda z Paryża, którego uznał za pierwszego profesora. Po zanegowaniu rzekomego przełomu, jaki miał przynieść tzw. renesans karoliński, Le Goff zwrócił uwagę na kulturotwórczą rolę miast, w których dochodziło do mieszania się różnych wpływów i inspiracji. Już na wstępie autor zarysował zatem jedną z głównych tez swojej pracy: bez miast nie doszłoby do stworzenia postaci intelektualisty i przestrzeni, gdzie mógłby przekazywać nabytą wiedzę – uniwersytetu.

Oczywistością jest, że środowisko średniowiecznych intelektualistów działało w Europie w ścisłym powiązaniu ze strukturami kościelnymi. Mniej oczywiste jest natomiast, że to papieże byli odpowiedzialni za realizację idei autonomii akademickiej, a ponadto stoczyli zwycięską walkę z władzą świecką o kontrolę nad uniwersytetami, co było o tyle ważne, że nie dopuściło do ich przekształcenia w „zawodówki”, kształcące studentów na potrzeby dworów i administracji. Gdyby więc zdefiniować średniowieczny uniwersytet, byłaby to korporacja kościelna, co nie znaczy, że nie dochodziło w jego obrębie do intensywnych sporów mających określić relację środowiska akademickiego wobec hierarchów kościelnych, jak np. występujący na przełomie XIII i XIV w. kryzys spowodowany kolizją interesów duchowieństwa świeckiego i zakonnego. Z drugiej strony, podobne konflikty świadczyły o żywotności intelektualnej ludzi związanych na co dzień z uczelniami, co znalazło odbicie m.in. w treści pism polemicznych i intensywnym rozwoju filozofii opartej na koncepcjach Arystotelesa i Awerroesa.

Bo też i trudno sobie wyobrazić jakikolwiek ruch intelektualny funkcjonujący na obszarze Europy bez mniej lub bardziej świadomych nawiązań do myśli antycznej, choćby przetransformowanej w obrębie cywilizacji islamskiej. Sprawiało to, że scholastyka była nurtem znacznie bardziej ożywczym i otwartym na obce wpływy, niż się to powszechnie przyjmuje. Z jednej strony mamy wprawdzie słabo oświetlonych źródłowo goliardów, którzy nieuchronnie parli do podważenia duchowej wszechwładzy kościoła, lecz z drugiej można im przeciwstawić choćby środowisko akademickie z Chartres, czy nawet samego Tomasza z Akwinu, którego trudno posądzać o ciasnotę umysłową. Uderzać mogą również przykłady lekceważenia zakazów kościelnych, obejmujących studiowanie niektórych traktatów, głównie autorstwa Arystotelesa, dowodzące silnego poczucia niezależności objawiającego się wśród przynajmniej części intelektualistów.

Codzienność tej grupy to także troski dnia codziennego, ściśle związane z położeniem materialnym. Bardzo ciekawie wypadają wywody Le Goffa w kontekście obecnie toczonych dysput na temat zasadności wprowadzenia płatnych studiów, względnie podporządkowania programów kształcenia potrzebom przedsiębiorców. Fortuny zgromadzone przez niektórych średniowiecznych bolońskich doktorów prawa nie wyczerpują tematu, szczególnie wobec powtarzających się skarg wykładowców na trudne warunki bytowe. Popularyzatorzy historii często eksponują niedole studentów wynikające z wysokich kosztów kształcenia, pomijając kategorię, która w pewnym momencie stanęła przed wyborem: niezależność instytucjonalna podbudowana dochodami płynącymi z ziemi czy też zdefiniowanie się jako grupa zawodowa. W przypadku wielu przedstawicieli środowiska akademickiego wybór ten był czysto iluzoryczny, ponieważ oni ani ich przodkowie nie zdołali uzyskać majątków. Warto zresztą zestawić tę część książki z rozważaniami Léo Moulina zaprezentowanymi w pracy „Średniowieczni szkolarze i ich mistrzowie”.

Pokrótce została też przedstawiona ewolucja książki, od przedmiotu zbytku, do niezbędnego narzędzia zdobywania wiedzy. Wraz z nią zmieniała się rola wykładowcy, niegdyś głównego „transmitera” informacji i interpretacji, a z czasem moderatora dysput i przewodnika intelektualnego. Prowadzi to do wciąż aktualnego pytania o konsekwencje rewolucji cyfrowej, jako że dawniej też można było usłyszeć głosy, że upowszechnienie się czytelnictwa doprowadzi do załamania systemu edukacji, które to – jak wiadomo – nie nastąpiło. Przy okazji prowadzi to do gorzkich konkluzji związanych ze współczesną deprecjacją książek, objawiającą się nie tylko nagminnym czerpaniem wiedzy ze stron internetowych, ale również tym, że dziś każdy może wydać cokolwiek, bez żadnej dbałości o odpowiedni poziom (pytaniem otwartym pozostaje kto i w jaki sposób miałby go zapewniać w warunkach wolnego rynku?).

Le Goff nie pominął także wątku wyparcia średniowiecznych intelektualistów przez renesansowych humanistów, kładąc szczególny nacisk na przekształcanie się akademików w dziedziczną kastę, która coraz bardziej zaczęła zbliżać się pod względem obyczajów i stylu życia do szlachty rodowej. Skutkowało to wyjałowieniem intelektualnym, w znacznej mierze podyktowanym brakiem nowych, silnych bodźców, które pojawiały się wraz z kolejnymi rocznikami młodych ludzi poszukującymi odpowiedzi na obrazoburcze niekiedy pytania. Kiedy na uniwersytety zaczęli napływać niemal wyłącznie krewni wykładowców i protegowani możnych, stopniowo traciły one swój dotychczasowy charakter, stając się li tylko pozorną kuźnią elit.

Choć książka jest niewielkich rozmiarów, zaś autor siłą rzeczy nie wyczerpał tematu, to w moim odczuciu jest to jedno z najlepszych dzieł Le Goffa, dowodzące że można połączyć niekwestionowaną erudycję z wysokiej klasy warsztatem literackim. Francuskiemu mediewiście udało się bowiem przedstawić czytelnikowi dość niszową tematykę w pasjonujący sposób, przy okazji ukazując całe bogactwo zachodniego średniowiecza, które od czasu długoletniego prymatu przedstawicieli tzw. szkoły Annales trudno już traktować jako „wieki ciemne”. Jednocześnie książka ta pozwala przywrócić scholastyce, niemiłosiernie postponowanej na lekcjach języka polskiego, właściwe miejsce, podobnie jak wielu jej obecnie zapomnianym reprezentantom, bez których dzieje intelektualne Europy nie potoczyłyby się tym samym kursem, ze wszystkimi tego konsekwencjami dla świadomości współcześnie żyjących ludzi.

Kategorie wiekowe:
Wydawnictwo: ,
Format:

Author

(ur. 1985) historyk starożytności, doktor nauk humanistycznych, autor ponad pięćdziesięciu publikacji naukowych. Ostatnimi czasy zmierzył się nawet z wyzwaniem napisania podręcznika dla uczniów szkół średnich. Interesuje się przede wszystkim dziejami republiki rzymskiej, ludów północnego Barbaricum i mechanizmami kontroli społecznej, ale gdyby miał czytać tylko na ten temat, to pewnie by się udusił.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content