Czas kondora. Jak Pinochet i jego sojusznicy zasiali terroryzm na trzech kontynentach

Czas kondora. Jak Pinochet i jego sojusznicy zasiali terroryzm na trzech kontynentach

Autor: John Dinges

Liczba stron: 416
Wersja: papierowa, okładka miękka
Format:

Ta historia zaczęła się 11 września 1973 roku w stolicy Chile, kiedy generał Augusto Pinochet zbombardował pałac prezydencki, stanowiący symbol najtrwalszej demokracji parlamentarnej na kontynencie południowoamerykańskim. Według oficjalnej wersji Stany Zjednoczone nie były zaangażowane w zamach, wiadomo jednak, że zaledwie trzy lata wcześniej próbowały zorganizować w Chile pucz w celu obalenia rządu. Zarówno amerykańska próba zamachu stanu, jak i przewrót Pinocheta miały ten sam cel: obalenie Salvadora Allende.

Służby wywiadowcze Chile i kilku innych krajów Ameryki Południowej obawiały się lewicowych ugrupowań zbrojnych i potencjalne zagrożenie z ich strony było głównym bodźcem dla stworzenia sojuszu, któremu nadano nazwę Operacja Kondor. Oficjalnie przy cichym wsparciu USA sojusz miał prowadzić działalność antyterrorystyczną.

John Dinges stawia dziś pytanie: jak wielu tysiącom morderstw popełnionych w Chile, Argentynie, Urugwaju, Boliwii, Paragwaju i Brazylii można było zapobiec, gdyby Stany Zjednoczone zajęły jednoznaczne stanowisko i zdecydowanie sprzeciwiły się zabójstwom, torturom i porwaniom? Żeby na nie odpowiedzieć, poszukiwał byłych funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, członków lewicowych ugrupowań zbrojnych oraz pracowników rządu amerykańskiego. Okazało się, że część osób już nie żyje, a wielu wojskowych i urzędników nadal nie chce ujawnienia prawdy. Niektórzy odważyli się jednak przerwać zmowę milczenia. Ich relacje oraz dokumenty, które w ostatnich latach udostępniono opinii publicznej, złożyły się na historię wydarzeń z lat 1973–1980.

z opisu wydawcy

Żyjącemu w dobrostanie europejskich krajów czytelnikowi bez wątpienia trzeba wstrząsów, które uświadomią mu, w jak bezpiecznym i wyjątkowym miejscu oraz czasie żyje. Taką zapewne rolę może spełniać praca M. Caparrósa Głód, taka też jest książka J. Dingesa. To historia wstrząsająca, którą zdecydowanie należałoby polecić każdemu zafascynowanemu prawicowym drylem, porządkiem, ideologią. Czas kondora należy polecić też tym, którzy nie reagują co najmniej niechętnie na niesławne już i, o zgrozo, w Polsce wypowiedziane słowa „skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka” (adekwatny fragment można znaleźć choćby na stronie 280).

Czytając Dingesa podczas pobytu w Peru spoglądałem na żyjących wokół mnie ludzi. Szczęśliwie kraj ten uniknął większości wydarzeń, będących głównym tematem książki, bowiem miały one miejsce przede wszystkim w Chile, Argentynie, Urugwaju i Paragwaju. Niemniej pozostałe kraje Ameryki Południowej także zostały dotknięte opisaną tragedią odczłowieczenia. Zresztą tło pracy jest zarysowane o wiele szerzej, obejmując nie tylko obie Ameryki, ale też Europę. Wiele poruszanych spraw miało międzynarodowy, globalny kontekst i wydźwięk. Widać też dzięki temu, jak bardzo „wielka polityka” i „wielkie interesy” rozmijają się z dobrem, a niejednokrotnie godnością człowieka.

Autor pokazuje, co dzieje się kiedy przestajemy rozmawiać, kiedy stajemy się niewolnikami naszych poglądów, gotowi wprowadzać je w życie za wszelką cenę, również za cenę życia innych ludzi. Dinges pokazuje, jak odczłowieczamy bliźniego, jak staje się on dla nas workiem mięsa, zwierzyną łowną, śmieciem, który trzeba zutylizować. Bieg wydarzeń i nasze postępowanie, na które wpływa nie tylko nasz mentor, przełożony czy sąsiad, ale też „wielka polityka”, na co dzień pozornie tak od nas odległa, mogą z łatwością potoczyć się ku zbrodni. Jeśli nie ćwiczymy się nieustannie w szacunku dla drugiego człowieka i nie staramy się go zrozumieć wbrew przeciwnościom, sami ogromnie ryzykujemy utratę człowieczeństwa.

Przedstawiona historia jest przerażająca. Gdy na nią spoglądamy, zastanawia, jak mało uczymy się z historii, jak bardzo lekceważymy to, co dzieje się obok nas. Jak spowszedniały i straciły wymowę niektóre słowa. Jak mało w gruncie rzeczy rozumiemy z piekielnej treści pojęć: walka, wojna, reżim, polowanie, czystka, wróg, ludobójstwo.

Zastanawia też, jak niewiele w gruncie rzeczy różni systemy autorytarne posługujące się z pozoru przeciwnymi, lewicowymi czy prawicowymi retorykami. Doskonale pokazał to już Domosławski w omawianej tu kiedyś książce Gorączka latynoamerykańska. Okazuje się, że „wielki brat” nie musi gnębić nas pod czerwonymi sztandarami, a z „prawej strony” nie zawsze przychodzi wyzwolenie. Warto sięgnąć po tę książkę.

Kategorie wiekowe: ,
Wydawnictwo:
Wartość merytoryczna
Atrakcyjność treści
Poziom edytorski
Ocena ogólna
OCENA
Przedstawiona historia jest przerażająca. Gdy na nią spoglądamy, zastanawia, jak mało uczymy się z historii, jak bardzo lekceważymy to, co dzieje się obok nas. Jak spowszedniały i straciły wymowę niektóre słowa. Jak mało w gruncie rzeczy rozumiemy z piekielnej treści pojęć: walka, wojna, reżim, polowanie, czystka, wróg, ludobójstwo.

Autor

archeolog latynoamerykanista, geolog, alpinista
Google+