Autor: Michał Gulczyński
-
Wydawnictwo: Port
Data wydania: 2026
ISBN: 978-83-68380-48-4
-
Wydanie: papierowe
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 145×205 mm
Liczba stron: 528
Wcześniej zaczynają pracę, ale później przechodzą na emeryturę. Wcześniej kończą edukację. Wcześniej umierają. Częściej ulegają wypadkom i wykonują najcięższe, najmniej bezpieczne zawody. Pięciokrotnie częściej odbierają sobie życie. Częściej są bezdomni. Nie mówią o swoich problemach, bo boją się oskarżeń: o mizoginię, słabość albo „brak męskości”.Żyjemy w czasie, gdy tradycyjne role płciowe tracą swoją jednoznaczność. Kobiecość i męskość przestają być z góry określonymi zestawami oczekiwań. To moment, w którym – obok dyskusji o emancypacji kobiet – warto zobaczyć również te nierówności, które dotyczą mężczyzn. Nierówności często tak oczywiste, że wydają się naturalne lub niewidzialne.
Dr Michał Gulczyński, współzałożyciel Stowarzyszenia na Rzecz Chłopców i Mężczyzn i autor głośnego raportu Przemilczane nierówności. O problemach mężczyzn w Polsce, pokazuje społeczeństwo z innej perspektywy. Pisze o nierównościach w edukacji, dostępie do opieki zdrowotnej i wymiarze sprawiedliwości, o alienacji rodzicielskiej i stereotypach męskości utrwalanych przez media.
To książka, która nie szuka winnych, lecz zrozumienia. I odwagi, by mówić o tym, o czym dotąd milczano.
z opisu wydawcy
Temat praw mężczyzn w przestrzeni publicznej rzadko kiedy ma szczęście do spokojnej, merytorycznej dyskusji. Najczęściej staje się paliwem do internetowych wojenek albo jest niesłusznie przedstawiany jako agresywna kontra wobec walki z dyskryminacją kobiet. Na szczęście książka Michała Gulczyńskiego całkowicie odcina się od tej toksycznej narracji. Autor, który poświęcił wiele lat na rzetelne zgłębianie tego zagadnienia, proponuje nam coś zupełnie innego: chłodną, opartą na faktach analizę rzeczywistości, która zbyt długo pozostawała w cieniu.
Największą siłą tej pozycji jest jej wiarygodność. Gulczyński nie bawi się w publicystykę opartą na „wydaje mi się” – w zdecydowanej większości argumenty podpiera twardymi danymi naukowymi, statystykami i badaniami. Co niezwykle cenne w dzisiejszych czasach, autor nie próbuje przypodobać się żadnej ze stron sceny politycznej. Nie znajdziecie tu taniego grania na emocjach czy prób wywołania obyczajowej afery. Książka ma przy tym wzorową, niezwykle jasną strukturę. Poszczególne rozdziały tworzą osobne, logicznie zamknięte całostki tematyczne, dzięki czemu przez gąszcz danych idzie się gładko i bez poczucia chaosu. Co ciekawe, autor przywołuje wiele przykładów i argumentów, o których sam nigdy nie myślałem. Wydaje mi się, że pewne schematy tkwią w ogólnej świadomości społecznej tak głęboko, że nawet nie zdajemy sobie z nich sprawy.
Co dla mnie najważniejsze, Gulczyński wyraźnie zaznacza, że skupienie się na mężczyznach nie oznacza bagatelizowania problemów płci przeciwnej. Książka ma po prostu inny wektor. Autor trafnie punktuje rzeczywistość, w której chłopcy już od najmłodszych lat wpadają w pułapkę społecznego zobojętnienia. Zamiast aktywnej pomocy, system często zostawia ich samych sobie, kwitując to machnięciem ręki: „chłopcy już tacy są, poradzą sobie”. Gulczyński pokazuje, jak dramatyczne skutki ma to podejście w edukacji, zdrowiu czy na rynku pracy. A także później, już po zakończeniu kariery zawodowej i przejściu na emeryturę.
Jeśli miałbym wskazać jakiś słaby punkt, to są momenty, w których autor zbyt szybko przechodzi do porządku dziennego nad przyczynami omawianych zjawisk. Miejscami odnosiłem wrażenie, że szukanie głębszych, strukturalnych źródeł opisywanych problemów potraktowano nieco zbyt płytko. Dostajemy genialnie zmapowane i udokumentowane skutki, ale zabrakło mi mocniejszego wgryzienia się w to, dlaczego dokładnie te mechanizmy zakorzeniły się w nas tak głęboko.
Mężczyźni. O nierówności płci to książka fundamentalna i potrzebna, która ma realną szansę zmienić coś w świadomości społecznej. Żeby jednak do tego doszło, musimy – nomen omen – przełamać mechanizm, o którym pisze sam autor. Aby ta książka zadziałała, musimy najpierw dać odpór dyskryminacji samego tematu i pozwolić mu wybrzmieć w publicznej debacie bez natychmiastowego przyklejania łatki „antyfeminizmu”. I uspokajam – nie jest to wykwit tzw. „manosfery”. To kawał dobrej, naukowej roboty, którą warto przeczytać bez uprzedzeń.
